Menu Zamknij

Zdjęcia

2020
Search
2019
Search
Jarmark 2018
Dzień Jarmarku w StUdni to radość, więcej radości i jeszcze więcej ludzi. Od rana do nocy pełne zaangażowanie w działanie antykwariatu, kawiarenki, kuchni i całego jarmarkowego zamieszania. Dobry humor, dużo tańca, wyciskanie litrów soku z cytryny, tony książek, wszystkie ręce na pokład. Co to był za dzień! StUdnia, być bardziej, po prostu!
Search
Jarmark 2018
Dzień Jarmarku w StUdni to radość, więcej radości i jeszcze więcej ludzi. Od rana do nocy pełne zaangażowanie w działanie antykwariatu, kawiarenki, kuchni i całego jarmarkowego zamieszania. Dobry humor, dużo tańca, wyciskanie litrów soku z cytryny, tony książek, wszystkie ręce na pokład. Co to był za dzień! StUdnia, być bardziej, po prostu!
Search
2017
Search
2016
Search
2015
Search
2014
Search
Kotań 2013
"A" jak ASERTYWNA I ASPOŁECZNA. Tymi właśnie przydawkami prepozycyjnymi określiły się podczas rundki zapoznawczej dwie panie, których imiona zaczynały się właśnie na "A". Jak pokazał praktyka wyjazdu aspołeczność była totally nonexistent. Asertywność natomiast, choć jest dobrą cechą, nie przydawała się specjalnie, ponieważ z reguły byliśmy jednomyślni przy wyborze gier planszowych, planowaniu dnia czy np. wymyślaniu obiadów."B" jak BLANKA i dociekania paranaukowe na temat etymologii jej imienia. Jeden z kolegów wskazał na angielskie "blank" - "pustka". Był to jednak nietrafiony trop językoznawczy. Blanka znaczy bowiem "Jasna" lub "Czysta"."C" jak COTTON - najpopularniejsza marka odzieżowa, wokół której samoistnie wytworzył się kotański mit kompensacyjny."D" jak DESZCZ. Padał tylko przez pierwsze dwa dni, ale jak okazało, było to zbawienne doświadczenie dla miejscowych. Mianowicie przed naszym przyjazdem panowała w Kotani i okolicach niespotykana wcześniej, uciążliwa susza. A myśmy przywieźli zbawienne orzeźwienie... :)"E" jak EKLEZJOLOGIA STOSOWANA (applied ecclesiology). Nasze Kotańskie życie wyeksponowało wspólnotowy wymiar Kościoła najpełniej wyrażający się we wzajemnej pomocy w drobnych sprawach codzienności kotańskiej."F" jak FLAGA. Razu pewnego poszliśmy sobie na polankę pograć w taką grę, co się flaga nazywa. Nie zapomnę rajdów szybszego niż wiatr Marcina oraz zdrowej, sportowej zaciętości jednej z Agnieszek, która, nie dość, że mi bez trudu zdarła szarfę, to jeszcze nieomal połamała mi palce i znokautowała... Wniosek był następujący - mulieres fortis sunt - kobiety mają power. Czasy pokornych służebnic panów stworzenia chyba bezpowrotnie minęły... Mile zapamiętam również smak jeżyn, które przypadkowo rosły sobie w miejscu, z którego postanowiłem dzielnie bronić naszej bazy."G" jak GRY. Wiele było zabaw i gier zespołowych, w których niejednokrotnie trzeba było udowodnić, że homo sapiens to właśnie my."H" jak HIPOKRATES. Ten zacny jegomość był nieoficjalnym opiekunem naszego kotańskiego ogniska. Mianowicie były wśród nas cztery studentki WUM-u. Kiedy jednak spuchł mi kciuk, udawały, że nie widzą i nie słyszą. Do dziś nie wiem, czemu..."I" jak INTEGRACJA we wszystkich, aspektach, paradygmatach, wymiarach oraz na wszelkich poziomach i płaszczyznach temporalno-spacjalnych. itd."J" jak JEŹDZIECTWO - sport obozowy. Mieliśmy w naszych szeregach niejednego Kmicica i niejedną Baśkę Wołodyjowską. Sam na tym obozie nie wsiadłem na koń, szabli nie dobyłem, ale mogłem godzinami patrzeć, jak dzielne dziewoje oswajają gniewne ogiery (choć głównie klacze) :)"K" jak KROKIETY. Bez wątpienia najsmaczniejszym, a przynajmniej z największym poświęceniem przygotowanym obiadem były stanowiące tytuł tego paragrafu krokiety. Przyrządziła je część męska z nieocenioną pomocą Anety... oraz (nie ukrywajmy) dzięki ponawianej co rusz konsultacji telefonicznej z mamą jednego z pichcących... Trochę to będzie post fatum, ale przepraszamy, że podaliśmy je dopiero godzinę po tym, jak po raz pierwszy zawołałem do stołu. Musieliśmy bowiem dopracować szczegóły niezbędne dla idealnego smaku i aromatu."L" jak LIŚCIE. Gdy po wyczerpującej wędrówce przez życie, a konkretnie przez jeden z jego dni (bodajże 3 września dotarliśmy do Ropianki), okazało się, że nie mamy s_a_taś_y zwanej jeszcze czasami papierem toaletowym. Jako nieustraszeni, doświadczeni surwiwalowcy od razu wiedzieliśmy, czym ją zastąpić..."M" jak MIEŚCINA. Myślę, że Kotań należy właśnie tak określić. Nie zapominajmy przy tym, że małe jest piękne oraz że miejscowi ducha nie gaszą i żyją prawdziwie romantycznymi ideałami. Odbudowali liczne cerkwie w okolicy oraz nie szczędzą siły i entuzjazmu na organizację corocznych rekonstrukcji batalistycznych. Więcej nie powiemy. Przyjedź i zobacz sam."N" jak "NASTROJE FALUJĄCE". Jest to charakterystyczny rys psychologiczny płci pięknej, znajdujący wyraz w częstej zmienności nastawienia wobec rzeczywistości. Dziwować się przestać nie mogliśmy, ale na tym wyjeździe cecha ta okazała się recesywna."O" jak OGNISKA. W ciągu wyjazdu odbyły się dwa ogniska. Jedno w Ropiance, drugie, pożegnalne, w Kotani. Były całkiem jarmarczne, można się było zabawić, a przy tym zaznać psychofizycznego relaksu zwłaszcza w Ropiance w grupie wsparcia. Na tym, które świętowaliśmy w ostatnią noc, doszło do całkiem szczerych wyznań dotyczących naszych wrażeń z wyjazdu. Artykułujący swoje refleksje kotańczycy odbijali do siebie słowo-klucz ­- "otwartość" i wszelkie jego derywaty niczym piłeczkę pingpongową. W gruncie rzeczy nie bez powodu. Faktycznie, byliśmy na siebie całkiem otwarci i to się wszystkim chwali, choć z językowego punktu widzenia można było poszukać jakichś synonimów."P" jak PRYSZNIC. Nie ma danych na temat damskiej części grupy, natomiast męska zasłynęła swoją bezprzykładną wręcz schludnością. Prysznic (rumuński wprawdzie) zażywaliśmy bowiem od 2 do 4 razy dziennie. Pojawiały się wprawdzie nieliczne, nieuzasadnione obiekcje co do jego jakości itd., ale żaden rozsądny facet nie brał na szczęście tych uszczypliwych, z kosmosu wziętych uwag na poważnie."R" jak RUMUNIA. Na wyjeździe tym nie było zbyt wiele akcentów zagranicznych. Wyjątek stanowiła Rumunia, od której męska część zapożyczyła pewne elementy obyczajowe w ramach unilateralnego dialogu interkulturowego."S" jak SZLAK, którego nie mogliśmy znaleźć na wyprawie do Ropianki. Ale my w ciemię nie bici i jakoś drogę wyczailiśmy, przez dzicz się przebiliśmy, na miejscu kiełbaski zjedliśmy... ...lecz niestety się nie umyliśmy. Szkoła życia dla każdego czyścioszka :)"T" jak TAKIE WOW. Eksklamacja homiletyczna często występująca w kazaniach o. Łukasza, najczęściej w następujących kontekstach zdaniowych: "Być może mieliście doświadczenie Takiego Wow." czy też "I może nie będziecie wcale mieli takiego wow"."U" jak UJŚCIE GAZU w lesie koło Ropianki. Niesamowity fenomen przyrodniczy. Gaz się ulatniał na bagnach. Ujrzawszy ten wieczysty ogień, zapragnęliśmy rozpalić podobny w naszych młodzieńczych piersiach."W" jak WOJNA HARTA. Amerykański film ...wojenny. Osobiście oglądałem go (a dokładnie całą naszą salkę kinową) bardziej jako dramat psychologiczno-obyczajowy. Nie podejrzewałem mianowicie, że delikatne, subtelne emocjonalnie panie będą z takim przejęciem śledzić jednak dość brutalny miejscami film wojenny."X" jak X. ŁUKASZ i wszystko jasne..."Y" jak "YYYYYYYYY" Jako polonista z radością odnotowałem, że nikt nie wysławiał się w ten niechlujny, niegodny naszej pięknej mowy sposób."Z" jak ZMIANA WARTY W KUCHNI. Co dzień ktoś inny urzędował w kuchni. Z każdą gotującą ekipą wiązaliśmy ogromne oczekiwania i nadzieję na solidną dawkę kalorii i rozkosze podniebienne. Nikt nie zawiódł, a KUCHARZAMI KOTANI 2013 zostali Stasiek i Marcin za nominowane do najwyższej nagrody krokiety.
Search
Kotań 2013
"A" jak ASERTYWNA I ASPOŁECZNA. Tymi właśnie przydawkami prepozycyjnymi określiły się podczas rundki zapoznawczej dwie panie, których imiona zaczynały się właśnie na "A". Jak pokazał praktyka wyjazdu aspołeczność była totally nonexistent. Asertywność natomiast, choć jest dobrą cechą, nie przydawała się specjalnie, ponieważ z reguły byliśmy jednomyślni przy wyborze gier planszowych, planowaniu dnia czy np. wymyślaniu obiadów."B" jak BLANKA i dociekania paranaukowe na temat etymologii jej imienia. Jeden z kolegów wskazał na angielskie "blank" - "pustka". Był to jednak nietrafiony trop językoznawczy. Blanka znaczy bowiem "Jasna" lub "Czysta"."C" jak COTTON - najpopularniejsza marka odzieżowa, wokół której samoistnie wytworzył się kotański mit kompensacyjny."D" jak DESZCZ. Padał tylko przez pierwsze dwa dni, ale jak okazało, było to zbawienne doświadczenie dla miejscowych. Mianowicie przed naszym przyjazdem panowała w Kotani i okolicach niespotykana wcześniej, uciążliwa susza. A myśmy przywieźli zbawienne orzeźwienie... :)"E" jak EKLEZJOLOGIA STOSOWANA (applied ecclesiology). Nasze Kotańskie życie wyeksponowało wspólnotowy wymiar Kościoła najpełniej wyrażający się we wzajemnej pomocy w drobnych sprawach codzienności kotańskiej."F" jak FLAGA. Razu pewnego poszliśmy sobie na polankę pograć w taką grę, co się flaga nazywa. Nie zapomnę rajdów szybszego niż wiatr Marcina oraz zdrowej, sportowej zaciętości jednej z Agnieszek, która, nie dość, że mi bez trudu zdarła szarfę, to jeszcze nieomal połamała mi palce i znokautowała... Wniosek był następujący - mulieres fortis sunt - kobiety mają power. Czasy pokornych służebnic panów stworzenia chyba bezpowrotnie minęły... Mile zapamiętam również smak jeżyn, które przypadkowo rosły sobie w miejscu, z którego postanowiłem dzielnie bronić naszej bazy."G" jak GRY. Wiele było zabaw i gier zespołowych, w których niejednokrotnie trzeba było udowodnić, że homo sapiens to właśnie my."H" jak HIPOKRATES. Ten zacny jegomość był nieoficjalnym opiekunem naszego kotańskiego ogniska. Mianowicie były wśród nas cztery studentki WUM-u. Kiedy jednak spuchł mi kciuk, udawały, że nie widzą i nie słyszą. Do dziś nie wiem, czemu..."I" jak INTEGRACJA we wszystkich, aspektach, paradygmatach, wymiarach oraz na wszelkich poziomach i płaszczyznach temporalno-spacjalnych. itd."J" jak JEŹDZIECTWO - sport obozowy. Mieliśmy w naszych szeregach niejednego Kmicica i niejedną Baśkę Wołodyjowską. Sam na tym obozie nie wsiadłem na koń, szabli nie dobyłem, ale mogłem godzinami patrzeć, jak dzielne dziewoje oswajają gniewne ogiery (choć głównie klacze) :)"K" jak KROKIETY. Bez wątpienia najsmaczniejszym, a przynajmniej z największym poświęceniem przygotowanym obiadem były stanowiące tytuł tego paragrafu krokiety. Przyrządziła je część męska z nieocenioną pomocą Anety... oraz (nie ukrywajmy) dzięki ponawianej co rusz konsultacji telefonicznej z mamą jednego z pichcących... Trochę to będzie post fatum, ale przepraszamy, że podaliśmy je dopiero godzinę po tym, jak po raz pierwszy zawołałem do stołu. Musieliśmy bowiem dopracować szczegóły niezbędne dla idealnego smaku i aromatu."L" jak LIŚCIE. Gdy po wyczerpującej wędrówce przez życie, a konkretnie przez jeden z jego dni (bodajże 3 września dotarliśmy do Ropianki), okazało się, że nie mamy s_a_taś_y zwanej jeszcze czasami papierem toaletowym. Jako nieustraszeni, doświadczeni surwiwalowcy od razu wiedzieliśmy, czym ją zastąpić..."M" jak MIEŚCINA. Myślę, że Kotań należy właśnie tak określić. Nie zapominajmy przy tym, że małe jest piękne oraz że miejscowi ducha nie gaszą i żyją prawdziwie romantycznymi ideałami. Odbudowali liczne cerkwie w okolicy oraz nie szczędzą siły i entuzjazmu na organizację corocznych rekonstrukcji batalistycznych. Więcej nie powiemy. Przyjedź i zobacz sam."N" jak "NASTROJE FALUJĄCE". Jest to charakterystyczny rys psychologiczny płci pięknej, znajdujący wyraz w częstej zmienności nastawienia wobec rzeczywistości. Dziwować się przestać nie mogliśmy, ale na tym wyjeździe cecha ta okazała się recesywna."O" jak OGNISKA. W ciągu wyjazdu odbyły się dwa ogniska. Jedno w Ropiance, drugie, pożegnalne, w Kotani. Były całkiem jarmarczne, można się było zabawić, a przy tym zaznać psychofizycznego relaksu zwłaszcza w Ropiance w grupie wsparcia. Na tym, które świętowaliśmy w ostatnią noc, doszło do całkiem szczerych wyznań dotyczących naszych wrażeń z wyjazdu. Artykułujący swoje refleksje kotańczycy odbijali do siebie słowo-klucz ­- "otwartość" i wszelkie jego derywaty niczym piłeczkę pingpongową. W gruncie rzeczy nie bez powodu. Faktycznie, byliśmy na siebie całkiem otwarci i to się wszystkim chwali, choć z językowego punktu widzenia można było poszukać jakichś synonimów."P" jak PRYSZNIC. Nie ma danych na temat damskiej części grupy, natomiast męska zasłynęła swoją bezprzykładną wręcz schludnością. Prysznic (rumuński wprawdzie) zażywaliśmy bowiem od 2 do 4 razy dziennie. Pojawiały się wprawdzie nieliczne, nieuzasadnione obiekcje co do jego jakości itd., ale żaden rozsądny facet nie brał na szczęście tych uszczypliwych, z kosmosu wziętych uwag na poważnie."R" jak RUMUNIA. Na wyjeździe tym nie było zbyt wiele akcentów zagranicznych. Wyjątek stanowiła Rumunia, od której męska część zapożyczyła pewne elementy obyczajowe w ramach unilateralnego dialogu interkulturowego."S" jak SZLAK, którego nie mogliśmy znaleźć na wyprawie do Ropianki. Ale my w ciemię nie bici i jakoś drogę wyczailiśmy, przez dzicz się przebiliśmy, na miejscu kiełbaski zjedliśmy... ...lecz niestety się nie umyliśmy. Szkoła życia dla każdego czyścioszka :)"T" jak TAKIE WOW. Eksklamacja homiletyczna często występująca w kazaniach o. Łukasza, najczęściej w następujących kontekstach zdaniowych: "Być może mieliście doświadczenie Takiego Wow." czy też "I może nie będziecie wcale mieli takiego wow"."U" jak UJŚCIE GAZU w lesie koło Ropianki. Niesamowity fenomen przyrodniczy. Gaz się ulatniał na bagnach. Ujrzawszy ten wieczysty ogień, zapragnęliśmy rozpalić podobny w naszych młodzieńczych piersiach."W" jak WOJNA HARTA. Amerykański film ...wojenny. Osobiście oglądałem go (a dokładnie całą naszą salkę kinową) bardziej jako dramat psychologiczno-obyczajowy. Nie podejrzewałem mianowicie, że delikatne, subtelne emocjonalnie panie będą z takim przejęciem śledzić jednak dość brutalny miejscami film wojenny."X" jak X. ŁUKASZ i wszystko jasne..."Y" jak "YYYYYYYYY" Jako polonista z radością odnotowałem, że nikt nie wysławiał się w ten niechlujny, niegodny naszej pięknej mowy sposób."Z" jak ZMIANA WARTY W KUCHNI. Co dzień ktoś inny urzędował w kuchni. Z każdą gotującą ekipą wiązaliśmy ogromne oczekiwania i nadzieję na solidną dawkę kalorii i rozkosze podniebienne. Nikt nie zawiódł, a KUCHARZAMI KOTANI 2013 zostali Stasiek i Marcin za nominowane do najwyższej nagrody krokiety.
Search
2012
Search
2011
Search
2009-2010
Search
2007-2008
Search
2005-2006
Search
2003-2004
Search
2001-2002
Search
1999-2000
Search